poniedziałek, 12 października 2009

Mango

Bardzo szybka południowa kawa i pół mango na drugie śniadanie [jedząc zastanawiałam się, jak opisałabym komuś ten smak.. i zostałam bez słów, bo to jest coś tak odległego mojemu zasobowi słownictwa, że..]. Wrzucam notatki do torby, biorę aparat - może wreszcie zrobię jakieś zdjęcie? - i biegnę spotkać Martę. Bo jedziemy do Victoria&Albert Musem, w którym jeszcze nigdy nie byłam, a które jest obowiązkowe dla mnie na następny wykład z Foundation Course. Planem pierwotnym był 'Turner and the Masters' w Tate Britain ale uwaga - bilet kosztuje jedyne 12 funtów. Nie uniknę jednak wydania tych pieniędzy, bo jest to dla mnie wystawa obowiązkowa - ale poczekam do końca miesiąca, bo na esej jeszcze trochę czasu, a że jest to esej porównawczy, a druga wystawa dopiero otwiera się pod koniec miesiąca, to lepiej terminami zbliżyć te wizyty. Druga wystawa kosztuje 4 funty. Trzecia znów 12. A że z tych trzech mam wybrać dwie, to niezależnie od tego, która bardziej mi odpowiada, oczywiście wybieram opcję tańszą. To są takie nieprzyjemne momenty tu. Na szczęście i tak bardziej mnie interesuje czterofuntowe malarstwo i rzeźba hiszpańska 1600-1700 niż obrzydliwa sztuka nowoczesna w Tate Modern.

Jutro prezentacja w National Gallery a ja straciłam głos. Któykolwiek święty/święta od spraw beznadziejnych.. proszę wstaw się za moje gardło do jutra do 10.oo:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz