wrócona. wrócona z węgierskiej wyprawy, wytułana autobusami i pociągami, przeszczęśliwa, że pojechałam. bo genialnie było. słonecznie, radośnie, sportowo, zwiedzaniowo, smakowo.. zmysłów zawirowanie, roztańczenie, wielorakość i różnorakość doznań niezwykła i przede wszystkim czas z Janką spędzany.
przygody w 95% miłe, choć mały zgrzyt powrotny nastąpił. aż chyba wzruszyłam moim płaczem pana szefa konduktorów. co było począć. dotarłam niczym kopciuszek chwilę po północy, odebrana zostałam pięknie ('tak, mogłem w ogóle nie wychodzić na dworzec i cię tam zostawić samą, oj ewa';P) i jeszcze lepszy nocleg mi się trafił. ha. miło było. bardzo.
zdjęcia się robią i będą wkrótce. bo po drodze do budapesztu była wawka jeszcze i kraków w przelocie. a powrotnie obkupiłam się w nabokova i radośnie mi z tym. 'rozpacz' przeczytana pociągowo, pozakreślana. łał.
poza tym tokaji, egri bikaver, mus morelowy, migdałowca nasiona, salami węgierska pick nawiezione. a gulasz to wcale nie nasz gulasz. pyszności. :]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz