Japonia.. pierwsze informacje, które sprawdzam rano. W Tokyo jest aktualnie Z., i trudno mi sobie wyobrazić, co teraz przeżywa. Straszne. Oszczędzam sobie oglądanie wideo pokazujących jak woda wdziera się wszędzie i zabiera ze sobą wszystko, ograniczam się do dwóch filmików dziennie, bo nie podobają mi się nagłówki kolejnych, brzmiące jakby każda stacja prześcigała się w wymyślaniu bardziej sensacyjnych opisów. A nie o to chodzi.
***
Obserwacje, podpatrywanie, przyglądanie się, czasem może podglądanie.. voyeur, voyeur. To, jaki dystans zachowują wobec siebie ludzie idąc obok siebie. Jak się do siebie zwracają. Ile podsłuchanych rozmów.. strzępków, fragmentów.. Kiedy przechodzą przez ulicę - wieloletnie małżeństwo, jest czerwone światło, mąż wyrywa do przodu, żona czeka.. już nie idą za rękę, on się nawet nie odwróci, dopiero po drugiej stronie ulicy - i dalej idą bez słowa. A ja po kilkunastu godzinach poza domem stoję nieprzytomnie zamyślona i przegapiam zielone światło myśląc, że to przykre. I że absolutnie tak nie chcę.
***
Londyn rozpieszcza pogodą ostatnio. A tu tyle pracy.. Ale za to jak cieszy wyjście na najkrótszy nawet spacer. Tak jak dziś.. (z wyjątkiem powrotnego incydentu z trzema obleśnymi chłopaczkami w Regents Park). Kilka metrów za Oxford Street (z całym jej obrzydliwym hałasem i tłumem) - spokojne przyjemne zaułki, placyki, eleganckie butiki i sklepy.. i odwiedziny w jednym z nich, i przemiłe chwile. I masaż dłoni peelingami, żelami, kremami, cudawiankami. Kto zna mój niebotyczny fetysz, jakim są dłonie, niech spróbuje sobie wyobrazić, co to dla mnie było :)
***
Assess the role of photography in the formation of the West. No, to idę assessować. Ratunku pomocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz