sobota, 22 stycznia 2011

W spokojniejszym momencie (czyli za sto lat), więcej słów. Ale tyle się dzieje, że już nawet notuję co powiedzieć rodzicom przez skype'a, bo w innym wypadku - puf, pstryk - i znika z głowy wszystko. Tyle tego. Na szczęście dobrego.
Dlatego na razie znów zdjęcia, podkradzione Cathrine, z urodzin Bianci wczorajszych. Cała noc tańca, efektem czego nawet poruszanie się po domu dziś wywołuje niesutanne "aaałłła". I nawet godzina salsy była. To już pełnia szczęścia. Choć może wolałabym tańczyć potem do najlepszego na świecie euro-trashu i kiczu lat 80' i 90', ale to nie moje urodziny, więc narzekać nie będę, bo tańczyć można do prawie wszystkiego. A jak się ma do tego świetnych znajomych (i jest więcej chłopców niż dziewcząt - tak właśnie!).. rewelacja.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz