poniedziałek, 15 listopada 2010

fakt, że okrutnie wcześnie i nagle robi się ciemno, bardzo mi przeszkadza
bo właśnie około 17-tej mam zazwyczaj czas i chęć i potrzebę pójść pobiegać
a ciemno już. zupełnie.
ech.
brakuje mi tego.

dobo wydłuż się.

na jakiejś tatrzańskiej łące bym poleżała nicnierobiącpatrzącwnieboluboczyzamykając
ale ojej, tak bardzo bardzo..
łaskocząca trawa słońce grzejące w poliki i nawet muchy natręty bo jednak w tatrach zazwyczaj się jest śmierdziuszkiem zmęczonym i niewyjściowym ale jest to absolutnie nieodłączne i niech sobie tak będzie
może być też wersja zimowa i przykryta tonami śniegu Rusinowa i zjazd 'bobslejem' z Gęsiej

się dziecko rozmarzyło..

rzeczywistość trochę inna
4 eseje to go
4 tygodnie
w tym wypad do Oxfordu
i parę zajmujących czas i uwagę spraw

no nic. jest 3 nad ranem, coś ćwierka za oknem. za cztery godziny pobudka.

P.S. -> wyczyn życia, upiekłam ciasto, wyczyn bo nasz piekarnik jest wielkim indywidualistą i szanse powodzenia to jak w totka.. dodatkowo zupełnie zmodyfikowałam przepis (w tym zamiast szklanki wody użyłam szklanki hiper mocnego espresso..ehm), nie miałyśmy odpowiedniej brytfanki, więc użyłam czegoś brytfankopodobnego, oczywiście w lokalnym sklepie nie było papieru do pieczenia, więc na blachę posmarowaną masłem poszła mąka, a jajka z cukrem ubiłam w misce do sałaty, bo to jedyna, jaką posiadamy. Ale.. chyba się udało. Okaże się jutro, jak przyjdą goście, i się nie potrują. Szkoda tylko, że będą to Tarek, Lida i Mato, bo to w sumie bardzo ważni i kochani ludzie. ALE jest też opcja, że będzie pysznie i bez zatrucia i tego się trzymajmy.

1 komentarz:

  1. wiem, że to jest aż creepy, ale ja upiekłam ciasto w sobotę.
    fajnie też się ubija pianę z białek widelcem;)
    .....

    OdpowiedzUsuń