Weekend.. nadchodzi. Też zajęty. Ale z elementem czilałtowym. Chyba.. bo w sumie to już nic nie wiem.
No, to czytamy dalej, 'The body in Architecture'. Bardzo dobry zbiór esejów, polecam. :P
***
Nie wiem dlaczego, ale to moje ulubione zdjęcie z wczorajszego wieczoru na Jam Session.. cieszę się, że poszłam, choć wyjście z domu o 22.oo w ciemną, mokrą noc, było ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę. Stwierdziłam jednak, że jak się coś obiecało, to słowa trzeba dotrzymać, szczególnie że chodziło o zdjęcia. Na miejscu spotkałam Omara i towarzystwo, więc już zupełnie miło.

***
A, jeszcze przecież.. w Barbicanie byłam dziś. Sama. Czasem tak najlepiej. Szczególnie, kiedy przez 1,5h patrzy się na idealne męskie ciała o karnacji kawowo-karmelowo-afroamerykańskiej, wyczyniające niesamowite rzeczy na ascetycznej, białej scenie.. a wszystko to do muzyki Bacha. Kilka zdań objasniających TU : ). Zdanie o celebrowaniu męskiej seksualności zupełnie mi ie przeszkadza i wręcz bardzo cieszy, bo jak wiadomo mam alergię feministyczną i już widzę rozwścieczoną Kingę D. czytającą coś takiego.. sasasa. Złoooo złoooo, mężczyźni.. Dobrze, jest 3 w nocy/rano, idziemy spać.
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz