poniedziałek, 29 listopada 2010

Adwent. Czas ulubiony mój chyba liturgicznie. Dlatego też pewnie smutno trochę. Bo omijają mnie roraty, najpiękniejsze z pięknych, puste gdańskie ulice o świcie (poranna Starówka jest po prostu 'moja'), rorate caeli w ciemnościach, krople wosku na rękawiczkach, i najlepiej możliwe dzień zaczynany.. Bardzo, bardzo za tym tęsknię. Bo to ważny czas, i bez całego emocjonalnego nakręcenia, rozkręcenia, wkręcenia..Adwent, oczekiwanie, wielkie sprzątanie.. nie. Najwspanialsza w Adwencie jest dla mnie jego prostota. I spokój, który z każdym dniem przynosi. To jest dla mnie Adwent. Myślę o tym w obecnym zabieganiu, nieznośnej paplaninie o esejach, deadlinach, nerwach, stresie.. łatwo jest temu ulec. I.. kiedy słyszę jak wszyscy powtarzają "oh i can't wait for Christmas", to.. naprawdę? I kiedy Val dramatyzuje, że nie ma śniegu, a miał być, i skoro nie będzie "świątecznego" śniegu w Londynie w grudniu, to tragedia, to.. to tak, jest mi przykro, że święta mogą się sprowadzać do obecności śniegu lub jego braku. Dwa tysiące lat temu, gdy działy się rzeczy najważniejsze, śniegu chyba nie było..
Możemy nie wiem jak się przygotowywać, 'nastrajać', robić wszystko, żeby święta się 'udały' - i kto wie, może się wreszcie tym razem 'udadzą'. Może będzie pięknie, śnieg, choinka, cuda wianki, dobra atmosfera, spotkania, radość bycia z bliskimi ludźmi - świetnie. Ale może też być zupełnie inaczej, może być przeciętnie, może być zupełnie niemiło i nerwowo.. wszystko może 'być', zdarzyć się. To nieważne. Pan Bóg i tak przychodzi i chyba niespecjalnie mu przeszkadzają nasze nastroje i pogoda.

(uff, koniec, wszystko przez kawę w świątecznym kubku w Nero)
(poziom tolernacji tak zwanej jest u mnie dość wysoki, ale nigdy nie zrozumiem, jak można przywiązywać tak wielką wagę do dekoracji, prezentów, całego wariactwa zaczynającego się tu już w październiku, nie obchodząc świąt nazwijmy to w wymiarze religijnym? po co? jeżeli to tylko kolejne 'wolne' w roku? nie lepiej pojechać sobie na wakacje do ciepłych krajów? piszę to zupełnie serio i bez ironii)

koniec tematu.
biblioteka, bieganie, włoski.
let's go.

2 komentarze:

  1. dlatego my nie poddajemy się temu zabieganiu. choćby nie wiem co się działo, to i Ty wiesz i ja wiem, że Święta to zupełnie coś innego. coś mega ważnego w każdym z nas. czas radości i spokoju bo dzieje się cud. i tego się trzymamy. naszego przeżywania nikt nam zabrać nie może. :* fajnie, że Tobie brakuje Rorat właśnie, a nie śniegu, jak np. Val. to jest ten właściwy sens Świąt, tak myślę. :) pozdrawiam Cię i ściskam zimowo bardzo :* - tu bielutko się zrobiło. i zimno i wieje, i strach z domu wyjść. :P 3maj się tam! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. łączę się w tym tęsknieniu za roratami. tu nikomu by nie przyszło do głowy tak się zrywać w środku nocy. ale jeszcze się na końcówkę załapię, kawałek adwentu będzie się składał z dni zaczynających się przed świtem.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń