piątek, 15 października 2010

Piątkowy wieczór.
A ja leżę na łóżku zwinięta z bólu. Wszelakiego.
Były plany, jedne i drugie, i nici. Niedziela też poszła w diabły.
Sobota też. Skreślili mnie z pracy na jutro, bo za mało biletów na Wembley sprzedanych.
I jeszcze coś, ale to może nie publicznie.

Chyba nie pozostaje mi nic innego jak iść spać, a jutro całodzienny start researchowy.

O, to jeszcze na dobitkę 'November rain' i 'Don't cry' Guns'ów. Cud miód.. ech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz