niedziela, 29 sierpnia 2010

niedziela. już kiedyś to pisałam, ale absolutnie uwielbiam nazwę tego dnia tygodnia. tyle oddaje, i tyle sensu ma. niedziela nie dzieli. zdecydowanie łączy ludzi. czas popłynął dziś spokojnie, pięknie (choć może przebudzenie po 12.oo było przesadą, ale..). i hop w autobus i na obiad do Młodej Pary ulubionej. najlepsze na świecie tagliatelle ze szpinakiem robi mój Brat. po prostu najlepsze, i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. i wino domowe. i po prostu bycie wspólne. wartość w tym jest ogromna, i dużo dziś o tym było, słów mądrych, przemyśleń, zdarzeń pokazujących. msza 17.oo-tkowa, z kazaniem dokładnie w klimacie dnia i przemyśleń, i o autentyczności w relacjach, bezinteresowności i że można dobrze i pięknie i sensownie. właśnie tak. chwilę później w praktyce radość relacyjna i spontaniczna i czasem sobie myślę, że życia nie starczy, żeby dziękować za ludzi, których spotykamy. nieskończoność niepojętego dobra. spojrzeć w oczy przyjaciela i wiedzieć, że po prostu jest. choćby nie wiem co. zachwyt, zachwyt.

zdjęcia z sesji czwartkowej na picasie już zaraz. coś tam na flickrze i maxmodels. kolejne zdjęcia w tym tygodniu. różne. i obchody Solidarności we wtorek. dzieje się..

idę pozawyżać średnią czytelnictwa w kraju. z kotem, kocem, i waniliową inką. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz