brudzioszek ze mnie. z lasu taki. pewnie chodzi po mnie z milijon pajonkuf. i innych zwierzęciów. plus spalenie słońcem, umorusanie białą bejcą, niedowład ręki (ehem, zachciało się strzyc trawnik małym sekatorkiem), i każdy włos w inną stronę. super. było i grzybobranie, i praca ciężka fizyczna, i rowerem a raczej na nim film kręcony z góptak kamery, i pyszne domowe wino, szalona przejażdżka quadem z A. (adrena adrena adrena!), gdzies tam na początku oczywiście przygoda z pkp i pksem, ale jakoś mnie to nie dziwi..
za parę dni znów.
tymczasem trochę cywilizacji.
a jutro oby oby, z H. spotkanie.
zdjęć masa. nie ogarniam. i mam problem z nimi. konflikt wewnętrzny hehe.
idzie na burzę idzie na.. chciałam napisać. ale już przyszło. w sensie przyszła. ona, burza. łał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz