piątek, 30 lipca 2010

Stogi jak stonoga, jak to zwykłam mawiać. Na Stogi zawsze można liczyć, to plaża, gdzie nawet w sezonie wystarczy kilka minut wytrzymać mijając slalomem gigantem tłum wylegujący się przy dźwiękach umc-podobnych, by znaleźli się w totalnie pustej, nieograniczonej przestrzeni. morza szum, ptaków śpiew (ok, mew skrzek), wyraźnie zarysowany horyzont, żaglówki w oddali, wielka pustka. można iść bez końca. a nawet w pewnym momencie położyć się na piasku i pokimać. tego mi było trzeba, za tym tęskniłam, i gotowa byłam wrócić wieczorem na rolkersy.

powietrze pachnie jak malinowa mamba? mejbi mejbi..

wieczór zaczytany antropologicznie o social network sites, nadrabiam ten rok, który mnie ominął, a że rzeczy ciekawe, to i jakże przyjemnie.
ochota na film z listy długiej jest wielka, ale chyba zwycięży sen. bo sobota od rana zabiegana. będzie. się szykuje. na szczęście to przyjemne zabieganie będzie.

tyle nieskładnego składu.

a tak w ogóle, to wszystko będzie dobrze..

1 komentarz:

  1. oj dawno na Stogach nie byłam... i pewnie że będzie dobrze. :) :*

    OdpowiedzUsuń