poniedziałek, 19 lipca 2010

nie wiem. ale to chyba nazywa się stawianie wszystkiego (albo bardzo bardzo wiele) na jedną kartę. niepewną dodatkowo. ale ja mam pewność. chociaż nie. przekonanie, takie odśrodkowe i wewnętrzne, że to właściwa decyzja. choć trudna. przede wszystkim prozaicznie finansowo. niefajne jest to, jak wiele od pieniędzy zależy. ale to nie temat na teraz.

ważne, że zostaję. tu. i tam. jutrzejszy samolot o 6.oo rano odleci beze mnie na pokładzie. trzeba więc kilka spraw ogarnąć. najpierw się wyspać. posprzątać tak fizycznie, odgruzowując pokój. okna pomalować. z dokumentami pobiegać.

z ludźmi pobyć. to jest zawsze najcenniejsze.



a coś niech na razie zostanie wielokropkiem. ufam, że na czas krótki.

no, i w ogóle.

2 komentarze:

  1. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
    a ja chciałam Cię zabrać do Barbicanu! i w ogóle! nawet się nie pożegnałaś!... :(:(:(:(:(
    smutno mi teraz się zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie, że zostałaś. :* musisz tak na spokojnie naładować akumulatory. :)

    OdpowiedzUsuń