niedziela, 7 lutego 2010

No to trochę posmęcę.

Fizycznie jestem dziś do chrzanu, owszem, na siłownię poszłam, ale później to już koniec świata do potęgi entej. Czuję się trochę jak z innej planety. Psychicznie obrałam postawę dystansdystansdystans [mam nadzieję, że zdrowy dystans], bo inaczej nie da rady.

Moja niedzielna aktywność socjalizująca to herbata z J. i zbyt poważne jak na mój gust rozmowy oraz depresyjne krótkometrażowe filmy dwa, szczególnie ten o laleczkach voodoo - patrzyliśmy to na ekran to na siebie a ja już miałam łzy w oczach. Świetny wybór. A, ekskjuzemła, było i coś radosnego - wkradliśmy się do pokoju Kat i faszerowaliśmy jej psa bagietką z masłem. Pies się na mnie dziwnie patrzył co J. jeszcze dziwniej skomentował, ale zostawmy to.

Czytam 'The Traffic in Photographs' A. Sekuli, nie wiem o co chodzi, jak można w każde zdanie pakować wszystkie możliwe -izmy dwudziestego wieku i pojęcia, które, każde z osobna, wymagają wyjaśniania. Ratunku.

Czwartek. Prezentacja zaliczeniowa [na podstawie m.in. tekstu wyżej wymienionego - nic tylko się pochlastać, bo jeszcze trzy podobne teksty plus przygotowanie powerpointowego szoł plus pewność siebie i generalny understanding. na ten moment moje odczucia względem owej prezentacji można by wyrazić krótkim 'buahaha' lub 'khe khe khe', jak kto woli]
Piątek. Powinnam oddać lab z chemii z pH, ale mam poważne wątpliwości.
Następny tydzień - egzamin. [Wszyscy Święci ratujcie]
Chwila po egzaminie - listening z włoskiego egzaminowy [halo? halo halo? przecież ja się ledwo od października uczę tego języka!!]
Kolejna chwila po - Italian Project do oddania, nad którym powinnam pracować już teraz.
Potem Archive esej [to ten przedmiot od prezentacji, total killer, z tutorem Włochem, który zdecydowanie za blisko mnie się zawsze znajduje, jak ja tego nie znoszę, aj]
Foundation Course esej.
Core Course esej.
Te dwa ostatnie naprawdę wymagają co najmniej miesiąca researchu i pisania.

Dobra, musiałam trochę się poużalać. Mogłabym napisać, więcej nie będę, obiecuję poprawę. Może jutro jak mi słońce z rana zaświeci i myśli się wyklarują na basenie.

Muzycznie Yann Tiersen, kilka konkretnych utworów. I Muse, jeden utwór, ale to mi kolega za ścianą śpiewa, nawet wolę jego łągodniejszą wersję, więc przy niej zostanę.

Allan Sekula i szajka, podejście nr 2. Czytam.

2 komentarze:

  1. co do tej książki o foto to mam pewną teorię odnośnie izmów - w zdaniu też musi być traffic po prostu, stąd te -izmy. :P ;)
    a ja oddałam dziś projekt z parcha i jestem tym zachwycona! :) teraz tylko urbana i może choć chwilkę odsapnę. bardzo by mi się przydało. :) buziam! :* :)

    OdpowiedzUsuń