niedziela, 21 lutego 2010

Chinese New Year na Trafalgarze. Zdjecia na picasie. Smieszni sa Chinczycy. Tak bez obrazania. Po prostu smieszni. Glebsze przemyslenia kulturowe tez mam, ale moze innym razem. Chcialabym pojechac, zobaczyc, ale to jest faktycznie Inny Swiat.

Z Kasia spacer i 'lunch'. Zimno. Mzawkowo. Londynsko.

Nowe kontakty. Litewcy chlopcy maja ladne imiona. Wiecej dowiem sie jutro:D

Intencjonalna wyprawa do kuchni po herbate, a w efekcie dwie godziny gotowania, rozmawiania, smiania. Bolognese z cukinia i zielonym chilli by Jorg najlepsze na swiecie. Nie wierze, ze go to nie bedzie w przyszlym roku.

Wiktorianskie archiwa brytyjskie wzywaja. Nawet ciekawe, a co najmniej dziwne, co tez Anglicy wyprawiali w Tybecie pod koniec XIX wieku.

Snu. Wczoraj/dzisiaj do 4 nad ranem rozmowy kuchenne. Warto bylo. Poziom absurdu kilkusetkrotnie przewyzszyl norme, a wyznania studniowkowe to bylo cos.

Busy busy busy days.

1 komentarz:

  1. ten "lunch" tak Cię jeszcze ciągle boli? :P
    pomyśl sobie, że jeden posiłek w KFC raz od wielkiego dzwonu i tak nie wpłynie na Twoje zdrowie gorzej niż te wszystkie zarwane noce i "trawienie" wyznań studniówkowych ;]

    a za te wszystkie opisy pysznego jedzenia to Cie zabije kiedyś normalnie no... buuu, ja chce mieć kuchnię! mówię NIE mikrofali. ;)

    OdpowiedzUsuń