sobota, 30 stycznia 2010

This night was epic. EPIC EPIC EPIC. Wszyscy wyglądaliśmy przepięknie. Niesamowite wrażenie, ogromne muzeum V&A zmeniło się w renesansowy świat. Wow.

Zatańczyliśmy z J. najwspanialszego walca. Nagle wyciągnął mnie na środek sali, ledwo zdązyłam zdjąć płaszcz i torbekę i oddać znajomym, bo już mieliśmy wychodzić. Na moment stanęliśmy i.. po chwili już wirowaliśmy w tańcu. Niesamowitość. Czułam się tak pewnie i swobodnie, kiedy J. prowadził. Najważniejsze. Dwa pełne utwory. Piękne podziękowanie. I.. wracamy do naszej grupy, a wszyscy biją brawo. Wow. Miło. 'Ewa, where did you learn to dance so well?'

I cóż, że ze Szwecji.. napisałam dużo więcej, ale skasowałam, bo nie. Nie, bo nie.

Po części kulturalnej wylaowaliśmy na Covent Garden, koniec końców w Nandos. Sangria. Tequila. Coś jeszcze.. szalone metro. Akademik, nasze mieszkanie, i Omar 'guys, you're not telling me you're going to sleep now'. Co było robić. Słów brak. Pozytywnie. Uwielbiam tych ludzi.

1 komentarz: