Mam słabość do śniadań. Chyba przede wszystkim dlatego, że tak bardzo lubię poranki. Poranki, gdy jeszcze cicho, gdy powietrze jest tak zupełnie inne niż już kilka godzin później, gdy jest ten 'czas dla siebie' - wolę nawet chwilę wcześniej się obudzić, by trochę pobyć w ciszy. Śniadanie. Usiadłam na łóżku z pyszną, świeżo zaparzoną kawą, i przypomniały mi się przeróżne przepiękne śniadania. Te na wyjazadach Katamaranowych lub Górkowych, gdy kilkanaście osób siada razem do stołu [albo czegoś co stół ma imitować] a już samo przygotowanie ma w sobie to 'coś'. Te tylko kawowe, gdy czas pędził a my razem z nim. Te pobasenowe z H. i M., u mnie lub w Tawe. Te gdy ktoś u mnie nocował lub ja u kogoś i po nocy pełnej filmów/rozmów/śmiechów i braku snu jest tak po prostu 'fajnie'. Te przypodróżne, zupełnie na zdrowe, oparte na zakupach na stacji benzynowej i red bullu. Te zagraniczne, gdy na stole pojawiało się coś, czego nigdy bym się na śniadanie nie spodziewała.
Tyle pięknych wspomnień.
Ostatni łyk kawy i biegnę do National Gallery, Nicolas Poussain czeka w sali nr 18 jeśli dobrze pamiętam, a to konieczna część przygotowania do wykładu i tutorialu. Jeszcze bardziej konieczne było przeczytanie kilkudziesięciu stron tekstów, co przeciągnęło mi się mocno w noc. A spać poszłam ostatecznie o drugiej. I bardzo mi to się nie podobało. Dlatego następnym razem, gdy ktoś będzie uprawiać seks pod moimi drzwiami chyba nie będę mieć skrupułów.
A to przy śniadaniu.
POD drzwiami? korytarz to już z deczka przesada ;p reaguj, Ewa, reaguj ;)
OdpowiedzUsuńtak, POD drzwiami! na korytarzu/ścianie/łotewer.
OdpowiedzUsuńech.