Nie ma co, czas mi się uelastycznił i choćbym nie wiem jak próbowała się nawet przed samą sobą wytłumaczyć, to najzwyczajniej w świecie zaspałam. Mocno. Bardzo wręcz. Trzeba się zebrać i działać bo zaczynam być poirytowana a to nie jest pożądany stan w tym momencie.
Za oknem deszcz niczym ten turnaowy z Brackiej, dlatego może łatwiej będzie uporać się z bałaganem (który jeszcze wczoraj wydawał mi się porządkiem lecz gdy starą sprawdzoną metodą wyobraziłam sobie 'czy chciałabym do takiego pokoju zaprosić znajomych', serce me doznało trwogi:) i czym prędzej powzięłam plan dalszego ogarniania). Poza tym to świetna pogoda na dalsze zdjęć obrabianie, książek czytanie, pisanie i inne egzaltacje. Na zakupy ewentualnie też, choć ambitnie mam zamiar nie wydać całej wypłaty za jednym wyjściem.
Wczoraj piwo śliwkowe (o dieto! to było w ramach obiadu..), lody w Cocktail Barze na Długiej, back to childhood dosłownie, ach pamiętam te wyprawy z tatą, wujkiem i Michasiem, te kolorowe galaretki, te błagania, żeby móc spróbować lodów z advocatem od dorosłych.. wystrój elegancki jak na tamte czasy, ten posmak ekskluzywności w oczach dziecka. Piękne. A potem spontaniczność wielka bo miały być tylko Nieszpory, które i tak przesiedziałam w ławce, a skończyło się na wieczornym Sopocie. Dobry wieczór to był.
Poza tym moja trauma milion przed egzaminem na prawo jazdy objawia się tak, że śni mi się, że prowadzę samochód pełen mej rodziny wciskając w sumie całkiem przypadkowo pedały gazu hamulca i sprzęgła, te wszystkie pokrętełka i uchwyty przy kierownicy są sflaczałe i uciekają mi z rąk, ponadto nie widzę drogi bo siedzenie jest tak nisko, że maska samochodu wszystko mi zasłania. I tak wariacko jadę. A gdy chcę hamować, to nie działa żaden z hamulców. Oj Ewa.
W głowie już Budapeszt. Chyba początek września. Yes yes yes!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz